Robert Wojciech Portius

Spośród wielu różnych związanych z Krosnem postaci, obecność szkockiego imigranta znanego jako Robert Wojciech Portius pozostawiła szczególnie wiele śladów. A już na pewno w sferze materialnego dziedzictwa kulturowego grodu nad Wisłokiem.
Gmerk Portiusa - mieszczański odpowiednik herbu szlacheckiego, znajdziemy w wielu miejscach, szczególnie krośnieńskiej fary.
Robert Gilbert Portius Lanxeth urodził się ok. 1600 r., w Krośnie pojawił się ok. 1620 r., od 1623 zaś używał imienia Wojciech, co zapewne wiązało się z przejściem Szkota na katolicyzm.
Już pierwsze informacje o Portiusie w Krośnie wiążą się z handlem - był początkowo pomocnikiem bogatego kupca Jana Laurenstena (także Szkota), a kiedy ten padł ofiarą morowego powietrza w 1623 r., widzimy Portiusa już jako samodzielnego kupca.
Interesy szły najwyraźniej pomyślnie, skoro w 1626 r. młody kupiec był w stanie nabyć jedną z większych kamienic w rynku - dziś zwaną kamienicą Portiusa (nr 27) od młodego medyka, doktora Pawła Mamrowicza.
Transakcja ta miała ogromny wpływ na dalsze interesy Szkota, bowiem już w rok później ożenił się z matką swojego kontrahenta, Anną z Hesnerów, wdową po Bartłomieju Mamrowiczu, jedną z najbogatszych krośnianek. Czy poznał ją dzięki kamienicy czy też nabył kamienicę dzięki przychylności Anny?
Tak czy inaczej ożenek, porządkując sytuację osobistą Portiusa, wywindował go między najdostojniejszych mieszkańców miasta. Już w 1629 r. był jednym z dwóch najbogatszych kupców w Krośnie. Handlował zarówno w Koronie i na Litwie, jak i z Węgrami (skąd sprowadzał wino), Śląskiem, księstwami Rzeszy Niemieckiej, Prusami, Gdańskiem oraz ze Szkocją. W tym też okresie zawarł (być może drugi po małżeństwie...) "kontrakt życia", stając się dostawcą win węgierskich na dwór Zygmunta III Wazy. Z zadania tego musiał wywiązywać się dobrze, skoro w kwietniu 1632 r. sejm na wniosek umierającego już króla nadał Portiusowi przywilej serwitoriatu, przywilej wyłączający go jako bezpośredniego sługę królewskiego spod władzy miejskiej, w tym także miejskiego sądownictwa oraz wszelkich ceł, podatków i innych opłat obowiązujących w mieście.
Wybrany w listopadzie 1632 r. nowy monarcha - Władysław IV, już w lutym 1633 r. na sejmie konwokacyjnym przeprowadził potwierdzenie przywileju serwitoriatu, mianując go zarazem królewskim faktorem.
Kontakty z dworem królewskim nie ustały i w kolejnych latach. Kiedy w 1638 r. spłonęła krośnieńska fara, Portius stał się najszczodrobliwszym ofiarodawcą. Fundacje Portiusa w kościele farnym objęły obok pomnikowej wieży - dzwonnicy, kaplicy św. Wojciecha oraz spektakularnej kaplicy św. Piotra i Pawła zwanej kaplicą Portiusów, także szereg dzieł malarskich. Król odwdzięczył się tutaj swemu faktorowi, oddając do jego dyspozycji swego nadwornego malarza, wenecjanina Tomasza Dolabellę. Jego dziełem jest zapewne obraz w ołtarzu głównym, jego współpracownicy stworzyli natomiast unikatową dekorację malarską wnętrza świątyni, przynajmniej w znacznej części.
Także trzeci Waza na polskim tronie popierał nadwornego dostawcę win węgierskich, już na sejmie koronacyjnym w lutym 1649 r. Jan Kazimierz odnowił Portiusowi przywileje.
Był już podówczas Portius samotnym wdowcem, jego żona Anna zm. 4 lutego 1648 r. Miał z nią trójkę dzieci - syna Stanisława i dwie córki - Wiktorię i Agnieszkę, zmarły one jednakże przedwcześnie, zapewne ok. 1640 r. Być może właśnie ta tragedia osobista skłoniła małżonków do takiego zaangażowania w religijne fundacje...
Zresztą jak wydaje się, bardziej Annę, bowiem - co ciekawe - po dacie jej śmierci nie spotykamy już żadnych fundacji Portiusa, kolejne są związane bowiem dopiero z jego testamentem. Na ile fakt ten wynikał z zaspokojenia potrzeb krośnieńskiej fary przed 1648 r., a na ile wiązał się z kresem wpływu, jaki wywierała w tym kierunku na męża Anna, fundatorka wspaniałej krośnieńskiej ambony?
Co więcej, po śmierci żony Portius stał się - tak przynajmniej sugerują źródła - człowiekiem bardziej bezwzględnym, mniej liczącym się z opiniami. Charakter Portiusa idealnie zresztą wpisywał się w rodzącą się epokę barokowych kontrastów. Z jednej strony uczynny i ofiarny, nierzadko stawał się nieliczącym się z niczym gwałtownikiem.
Ufny w poparcie królewskie, wyłączony spod miejskiej i szlacheckiej jurysdykcji, Portius nie wahał się np. w 1655 r. nakazać mieszczanom, aby przepędzili poborcę podatkowego. Król zainterweniował dopiero w 1660 r., kiedy to Szkot tak mocno uderzył w gniewie chłopca, że ten po kilku tygodniach zmarł. Starosta sanocki Mniszech wydał na niego za to wyrok infamii i tradycyjnej wieży, w której zresztą Portius odsiedział tylko połowę wyroku (6 tyg.), resztę bowiem król mu darował.
Być może uwzględnił tu nowe zasługi, jakie oddał Portius krajowi sprawując od 5 maja 1657 r. funkcję komendanta wojskowego miasta Krosna, z zadaniem przysposobienia miasta do obrony. Było to niezwykle potrzebne, bowiem najazd szwedzkiego sojusznika w czasie potopu, księcia siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego, jaki spadł na Krosno w marcu tegoż 1657 r. kompletnie zaskoczył miasto i - analizując możliwości obrony - uznać można, że ocalenie zawdzięczali krośnianie faktycznie głównie cudowi dokonanemu za sprawą obrazu Matki Boskiej Murkowej...
Na potrzeby renowacji murów obronnych król oddał do dyspozycji miasta dochody z podatków, które to podatki wydzierżawił zresztą Portius, udzielając zarazem miastu pożyczki pod zastaw należących do Krosna dóbr ziemskich. Prace przy murach miejskich rozpoczęto już wiosną 1657, ukończono jesienią 1658 r. Wykonanych zostało ponad 300 m nowych murów, wyremontowano bramę węgierską, przeprowadzono też cały szereg innych prac fortyfikacyjnych. Połowa kosztów poszła z kieszeni Portiusa, podatków bowiem nie wystarczyło...
Szlachta ziemi sanockiej niekoniecznie zresztą przyjęła do wiadomości takie właśnie rozliczenie, dopatrując się nadużyć finansowych. Niezależnie zresztą od tych podejrzeń monopolistyczna pozycja Portiusa w handlu lokalnym, widoczna zwłaszcza w latach 50-tych, kłuła w oczy i mieszczan i szlachtę. Już w 1647 r. szlachta ziemi sanockiej skarżyła się na monopolistyczne praktyki Portiusa, bowiem "wielkie uciśnienie ponosi stan szlachecki przez zdrożenie wina". Jeszcze gorzej działalność Portiusa oceniali jego krośnieńscy współobywatele, których trzymał żelazną ręką. Już w 1658 r. żalili się, że "gruntów ma więcej w używaniu niżeli wszystko miasto". Wkrótce po śmierci Szkota jego działalność widzieli krośnianie jako jedną z przyczyn upadku miasta - a to dlatego, iż "przez swe bogactwa cały handel krośnieński w swoje ręce zagarnął i grunta miejskie w zastawie trzymał". Czy była to tylko zazdrość czy opinia ta oddaje ówczesną rzeczywistość?
Być może kłuła w oczy także duma Szkota, który żyjąc przez wiele lat w mieście i uczestnicząc czynnie choćby w jego życiu religijnym, nigdy nie zainteresował się udziałem w jego samorządzie - nie widzimy go nigdy wśród radnych ani też ubiegającego się o jakieś miejskie stanowiska, był najwyraźniej na to zbyt ambitny, mierzył - jak widzieliśmy - znacznie wyżej ...
Zmarł nagle w styczniu 1661 r. podczas uczty u starosty krośnieńskiego Zygmunta Fredry, jak twierdzi jedno ze współczesnych źródeł skutkiem... trucizny. Wspaniały pogrzeb odbył się 10 lutego 1661 r., a w ceremonii z nakazu biskupa przemyskiego Stanisława Sarnowskiego uczestniczyło ponad 100 kapłanów.
Kamienica Portiusa wróciła na mocy jego testamentu do pasierba - doktora Pawła Mamrowicza, dzielącego odtąd jej współwłasność z bratem komendanta obrony Krosna - Andrzejem Portiusem.

Copyright Wydawnictwo Arete II and Maciej Cisek