Krosno.pl

  • English
  • Deutsch
Piątek, 25 lipca 2014, dzisiaj świętujemy imieniny: Jakuba, Krzysztofa

Dla Turystów

Kontakt

O kamiennych Prządkach

Bogna, Sława i Miła


Gdy  spojrzeć  w  pogodny  dzień  na północ, po lewej ręce widać ruiny   warownego  zamku,  na  prawo  zaś  trzy  kamienie  równe wierzchołkom drzew, zwane Prządkami. 
Nie   sposób   określić  ile  wieków  temu  kasztelanowa  powiła trojaczki  -  trzy  dziewczynki,  podobne  do  siebie jak krople gwiazdek  i jak gwiazdki piękne. Kasztelan na zamku w Odrzykoniu mógł  chlubić  się  takim potomstwem  - choć to nie synowie - bo nikt  z okolicy ani wysłanników dworu królewskiego piękniejszych dzieci, a później panien, nie widział. 
Bogna, Sława i Miła uwielbiały rozrywki i zabawy. Konno jeździły na  równi z najlepszymi rycerzami, w galopie potrafiły ustrzelić z  łuku jastrzębia, choćby wznosił się najwyżej. Nie rzadko więc wybierały  się  na łowy w okoliczne lasy i nigdy nie wracały bez ubitego zwierza.  Ich  uroda  i  szyk  były  widoczne  jeszcze bardziej,  gdy  wieczorami,  w  bogatych sukniach, tańczyły przy dźwiękach  muzyki.  A  zabawom  i  tańcom  oddawały  się każdego wieczora, nawet w snach tańczyły i śpiewały.
Matka kochała je, lecz pragnęła także, aby dziewczęta uczyły się haftu  i  tkactwa,  by poznały trud pracy i radość z jej owoców. Wprawdzie  wszystkie  trzy  rozpoczęły  robótki,  lecz nigdy nie znalazły   chwili   by  je  ukończyć.  Bogana  porzuciła  tkanie ręczników,  Sława  omijała  kądziel,  choć  zaczęła snuć nici na ślubną  zasłonę,  Sławie  nie  pilno  było  haftować  ornat  dla kościoła.
Więcej pracy włożyły w to wszystko pająki - zasnuły nawet wejście do  ich  pracowni  -  niż  one  same.  A  gdy matka przypominała, że trzeba by powrócić do kądzieli, ornatu i zasłony, natychmiast  zasłaniały się wymówką, że przecież najpierw trzeba omieść  pajęczyny  i kurze przy ich warsztatach. I powiadały, że przecież  i  tak wszystko zdążą zrobić na czas, jeszcze dnia ich ślubu nie wyznaczono. Zresztą i nie garnęły się do zamążpójścia. Wielu  rycerzy  gościło  na  odrzykońskim  zamku,  wielu z nich prosiło  rodziców o rękę tej czy innej, lecz one same wolały być uwielbiane i podziwiane, ale nie spieszyły się do obowiązków żon i matek. 
Aż  pewnego  dnia  zjechali  do  Odrzykonia trzej bracia - także jednego dnia zrodzeni, z jednej matki. Pochodzili z możnego rodu, byli  rycerzami  samego  króla  i niebawem mieli udać się u jego boku  na  wojnę. Piękni rycerze pokochali cudne kasztelanki, one zakochały  się  w  rycerzach  niespodziewanie.  Wyprawiono  więc huczne  zaręczyny. Jeden z braci obwieścił, że czeka ich wyprawa wojenna,  i  że  za dwa tygodnie, gdy będą jechać do królewskich hufców   do  Krakowa,  wstąpią  do  Odrzykonia  pożegnać  się  z wybrankami.  Ale  chcieliby, aby każda z nich przygotowała swemu rycerzowi  utkaną  ze  lnu  pamiątkę. Bo nawet gdy przychodzi na polu  bitwy  umierać,  lżej znosi się cierpienie, gdy ociera się krwawy pot kawałkiem płótna utkanym przez ukochane dłonie. 
I dziewczęta powróciły do krosien i kądzieli, ale  nie na długo. Wszak nigdy wcześniej nie pracowały,  więc  i  teraz  trud wydał im się nad siły. Wiecznie oddawały  się zabawie, więc i teraz im brakowało tańca, śpiewu i śmiechu. 
Troskliwa matka widziała ich niedbałość, co raz przypominała, że czas mija, coraz mniej dni do przyjazdu rycerzy. Lecz dziewczęta beztrosko  twierdziły,  że  przecież  zdążą. Dopiero w sobotę, w przeddzień  przyjazdu  rycerzy,  panienki w trwodze powróciły do pracy.  Przędły  w  ciszy,  zerkały  tylko  na bliskie zachodowi słońce.  Niani  rozkazały  rozpalić  ogień, gdy już nastała noc. Noce  także mijają. Zapiał pierwszy kogut, potem drugi i trzeci, za oknami pojawiły się pierwsze zorze.
Więc  matka  z troską kazała im przerwać pracę, przecież to nowy dzień, święta niedziela, słońce już spogląda. Ale panienki tylko ucieszyły  się  słońcem, bo przecież będzie widno, praca pójdzie szybciej  niż nocą. I wybiegły z zamku na wzgórze obok by prząść dalej,  zerkały  przy tym na południową stronę, skąd spodziewały się swych rycerzy. 
Słońce  wzeszło  pełne  złota,  srebrzyła  się  rosa  na trawach pagórka.  Zabiły kościelne dzwony. Dziewczętom nie przeszkadzało, że ludzie zdążający na pierwszą mszę szeptali, ze zgrozą żegnali się, widząc je przy pracy w święty dzień; nie słyszały szeptów starców i starowin: grzech, grzech śmiertelny!
Ludzie poszli do kościoła, dziewczęta przędły dalej. Wnet  nad  gościńcem  od  południa  pojawił się tuman kurzu, jak obłok  gnany  szybkim  wiatrem  zbliżał  się  ku zamkowi. A spod obłoku błyski zbroi docierały aż do zamkowych okien. 
Ojciec  kasztelan  z  małżonką  wyszli  powitać zacnych rycerzy. Niecierpliwi  młodzieńcy  pytali,  czemuż  to  panienki same nie wyszły  im  na  spotkanie.  Wówczas  matka  z  rozpaczą w głosie wskazała  rycerzom  wzgórze  opodal.  Młodzieńcy  ruszyli  tam  z kopyta.  Osłupieli. Przed ich oczyma tkwiły trzy białe olbrzymie skały, podobne do przędących postaci dziewcząt, pokryte perlistą rosą. 
To  wraz  z  dzwonem  na  podniesienie dziewczęta zamieniły się w skały.


____________
W podaniu ludowym odnotowanym przez Wojciecha Byczka „Zamek odrzykoński” (op. cit.) występuję sławny, piękny rycerz, który zaręczył się z jedną z „Prządek” (najstarszą z córek pana na zamku, zamiłowanych w przędzeniu). Następnego dnia po zaręczynach pan i służba z gościem – rycerzem pojechali na łowy w pobliskie nieprzebyte bory. Tam zabili ich zbójcy, którzy jechali już z zamiarem złupienia zamku odrzykońskiego. Panny „Prządki” trwożnie czekały na powrót rycerza i ojca wraz z orszakiem na zamku pod opieką zamkowego czarownika. Czarownik ów, widząc śmiertelne zagrożenie ze strony zbójców, starał się uratować panny i ich honor - rzucił straszne zaklęcie. Sam zapadł się w ziemię, podobno przebywa do dziś w pieczarach pod skałami. Uciekające Prządki na rumakach i dopadających je zbójców przekleństwo zamieniło w kamienne skały.
Edward Marszałek w swojej książce „Leśne opowieści z Beskidu” (Krosno, 2002, wyd. „APLA”) sugeruje, że spotykane do dziś nazwy skał „Zbój Madej” czy „Herszt”, wzięły się właśnie z podania odnotowanego przez W. Byczka.
Bodaj najstarszą informację o Prządkach znajdujemy w „Okolicach Galicyi” Macieja Bogusza Stęczyńskiego (Lwów 1847), wraz z litografią przedstawiającą owe skały. Autor wspomina legendę mówiącą, iż skały te szatańską siłą rosły coraz wyżej, niepohamowanie w niebo, co zagrażało ludności Odrzykonia i Korczyny w razie ich wywrócenia się. Lecz szczęśliwa, a pobożna myśl wytarowała kraj i lud okoliczny. Pokropiono je wodą święconą i skały przestały róść, a złe duchy w ich głębi ukryte, straciły złowrogą władzę swoją.

Jesteśmy na:

 

Multimedia

  •  

Fotogalerie

Inauguracja Balonów nad...

 

Tegoroczną fiestę balonową rozpoczęliśmy w środę (1 maja) na krośnieńskiej starówce. Z...

 
więcej
zobacz wszystkie

Hejnał

Hejnał

 

Hejnał miasta Krosna

 
Zobacz video
Zobacz wszystkie

Wyszukiwarka

Kalendarium wydarzeń

  •  
  • Letnia przygoda - lipiec 2014

    Termin: 2014-07-24
    Miejsce: Osiedla i dzielnice Krosna więcej
  •  
  • Beskidzki zbój - pokaz warsztatowy Teatru na Bruku

    Termin: 2014-07-26
    Miejsce: Rynek Starego Miasta więcej
  •  
  • ŚWIET(L)NE MIASTO KROSNO

    Termin: 2014-07-27
    Miejsce: Rynek Starego Miasta więcej
  •  
Zobacz pełny kalendarz imprez

Newsletter

Aktualne informacje prosto na Twój adres e-mail

Serwis sms

SMS-owy miejski system informacyjny Urzędu Miasta Krosna. Wyśij sms o treści TAK na numer 607 599 493. więcej

Wyszukiwarka osób pochowanych