Gdy spojrzeć w pogodny dzień na północ, po lewej ręce widać ruiny warownego zamku, na prawo zaś trzy kamienie równe wierzchołkom drzew, zwane Prządkami.
Nie sposób określić ile wieków temu kasztelanowa powiła trojaczki - trzy dziewczynki, podobne do siebie jak krople gwiazdek i jak gwiazdki piękne. Kasztelan na zamku w Odrzykoniu mógł chlubić się takim potomstwem - choć to nie synowie - bo nikt z okolicy ani wysłanników dworu królewskiego piękniejszych dzieci, a później panien, nie widział.
Bogna, Sława i Miła uwielbiały rozrywki i zabawy. Konno jeździły na równi z najlepszymi rycerzami, w galopie potrafiły ustrzelić z łuku jastrzębia, choćby wznosił się najwyżej. Nie rzadko więc wybierały się na łowy w okoliczne lasy i nigdy nie wracały bez ubitego zwierza. Ich uroda i szyk były widoczne jeszcze bardziej, gdy wieczorami, w bogatych sukniach, tańczyły przy dźwiękach muzyki. A zabawom i tańcom oddawały się każdego wieczora, nawet w snach tańczyły i śpiewały.
Matka kochała je, lecz pragnęła także, aby dziewczęta uczyły się haftu i tkactwa, by poznały trud pracy i radość z jej owoców. Wprawdzie wszystkie trzy rozpoczęły robótki, lecz nigdy nie znalazły chwili by je ukończyć. Bogana porzuciła tkanie ręczników, Sława omijała kądziel, choć zaczęła snuć nici na ślubną zasłonę, Sławie nie pilno było haftować ornat dla kościoła.
Więcej pracy włożyły w to wszystko pająki - zasnuły nawet wejście do ich pracowni - niż one same. A gdy matka przypominała, że trzeba by powrócić do kądzieli, ornatu i zasłony, natychmiast zasłaniały się wymówką, że przecież najpierw trzeba omieść pajęczyny i kurze przy ich warsztatach. I powiadały, że przecież i tak wszystko zdążą zrobić na czas, jeszcze dnia ich ślubu nie wyznaczono. Zresztą i nie garnęły się do zamążpójścia. Wielu rycerzy gościło na odrzykońskim zamku, wielu z nich prosiło rodziców o rękę tej czy innej, lecz one same wolały być uwielbiane i podziwiane, ale nie spieszyły się do obowiązków żon i matek.
Aż pewnego dnia zjechali do Odrzykonia trzej bracia - także jednego dnia zrodzeni, z jednej matki. Pochodzili z możnego rodu, byli rycerzami samego króla i niebawem mieli udać się u jego boku na wojnę. Piękni rycerze pokochali cudne kasztelanki, one zakochały się w rycerzach niespodziewanie. Wyprawiono więc huczne zaręczyny. Jeden z braci obwieścił, że czeka ich wyprawa wojenna, i że za dwa tygodnie, gdy będą jechać do królewskich hufców do Krakowa, wstąpią do Odrzykonia pożegnać się z wybrankami. Ale chcieliby, aby każda z nich przygotowała swemu rycerzowi utkaną ze lnu pamiątkę. Bo nawet gdy przychodzi na polu bitwy umierać, lżej znosi się cierpienie, gdy ociera się krwawy pot kawałkiem płótna utkanym przez ukochane dłonie.
I dziewczęta powróciły do krosien i kądzieli, ale nie na długo. Wszak nigdy wcześniej nie pracowały, więc i teraz trud wydał im się nad siły. Wiecznie oddawały się zabawie, więc i teraz im brakowało tańca, śpiewu i śmiechu.
Troskliwa matka widziała ich niedbałość, co raz przypominała, że czas mija, coraz mniej dni do przyjazdu rycerzy. Lecz dziewczęta beztrosko twierdziły, że przecież zdążą. Dopiero w sobotę, w przeddzień przyjazdu rycerzy, panienki w trwodze powróciły do pracy. Przędły w ciszy, zerkały tylko na bliskie zachodowi słońce. Niani rozkazały rozpalić ogień, gdy już nastała noc. Noce także mijają. Zapiał pierwszy kogut, potem drugi i trzeci, za oknami pojawiły się pierwsze zorze.
Więc matka z troską kazała im przerwać pracę, przecież to nowy dzień, święta niedziela, słońce już spogląda. Ale panienki tylko ucieszyły się słońcem, bo przecież będzie widno, praca pójdzie szybciej niż nocą. I wybiegły z zamku na wzgórze obok by prząść dalej, zerkały przy tym na południową stronę, skąd spodziewały się swych rycerzy.
Słońce wzeszło pełne złota, srebrzyła się rosa na trawach pagórka. Zabiły kościelne dzwony. Dziewczętom nie przeszkadzało, że ludzie zdążający na pierwszą mszę szeptali, ze zgrozą żegnali się, widząc je przy pracy w święty dzień; nie słyszały szeptów starców i starowin: grzech, grzech śmiertelny!
Ludzie poszli do kościoła, dziewczęta przędły dalej. Wnet nad gościńcem od południa pojawił się tuman kurzu, jak obłok gnany szybkim wiatrem zbliżał się ku zamkowi. A spod obłoku błyski zbroi docierały aż do zamkowych okien.
Ojciec kasztelan z małżonką wyszli powitać zacnych rycerzy. Niecierpliwi młodzieńcy pytali, czemuż to panienki same nie wyszły im na spotkanie. Wówczas matka z rozpaczą w głosie wskazała rycerzom wzgórze opodal. Młodzieńcy ruszyli tam z kopyta. Osłupieli. Przed ich oczyma tkwiły trzy białe olbrzymie skały, podobne do przędących postaci dziewcząt, pokryte perlistą rosą.
To wraz z dzwonem na podniesienie dziewczęta zamieniły się w skały.
____________
W podaniu ludowym odnotowanym przez Wojciecha Byczka „Zamek odrzykoński” (op. cit.) występuję sławny, piękny rycerz, który zaręczył się z jedną z „Prządek” (najstarszą z córek pana na zamku, zamiłowanych w przędzeniu). Następnego dnia po zaręczynach pan i służba z gościem – rycerzem pojechali na łowy w pobliskie nieprzebyte bory. Tam zabili ich zbójcy, którzy jechali już z zamiarem złupienia zamku odrzykońskiego. Panny „Prządki” trwożnie czekały na powrót rycerza i ojca wraz z orszakiem na zamku pod opieką zamkowego czarownika. Czarownik ów, widząc śmiertelne zagrożenie ze strony zbójców, starał się uratować panny i ich honor - rzucił straszne zaklęcie. Sam zapadł się w ziemię, podobno przebywa do dziś w pieczarach pod skałami. Uciekające Prządki na rumakach i dopadających je zbójców przekleństwo zamieniło w kamienne skały.
Edward Marszałek w swojej książce „Leśne opowieści z Beskidu” (Krosno, 2002, wyd. „APLA”) sugeruje, że spotykane do dziś nazwy skał „Zbój Madej” czy „Herszt”, wzięły się właśnie z podania odnotowanego przez W. Byczka.
Bodaj najstarszą informację o Prządkach znajdujemy w „Okolicach Galicyi” Macieja Bogusza Stęczyńskiego (Lwów 1847), wraz z litografią przedstawiającą owe skały. Autor wspomina legendę mówiącą, iż skały te szatańską siłą rosły coraz wyżej, niepohamowanie w niebo, co zagrażało ludności Odrzykonia i Korczyny w razie ich wywrócenia się. Lecz szczęśliwa, a pobożna myśl wytarowała kraj i lud okoliczny. Pokropiono je wodą święconą i skały przestały róść, a złe duchy w ich głębi ukryte, straciły złowrogą władzę swoją.
Zapraszamy na prezentację Linowego Parku Przygody przy ul. Okrzei w Krośnie 7 sierpnia...
SMS-owy miejski system informacyjny Urzędu Miasta Krosna. Wyśij sms o treści TAK na numer 607 599 493. więcej